Historie z życia modelki – do śmiechu i do płaczu. Modeling od kuchni New Faces z D’vision jesienny przegląd subiektywny;)

500 Franków tygodniówki, jak żyją młode modelki. Modeling od kuchni

Wczoraj byłam na obiedzie z kumpelka, za lunch we włoskiej restauracji zapłaciłam 30 euro. Kupiłam również Liliance piękne kalosze na wiosnę, które kosztowały mnie 22 euro. W aptece nabyłam dwa opakowania smoczków Avent za 12 euro, a w kiosku trzy egzemplarze Marie Claire Maison gdyż jest w nich świetny artykuł o moim mieście Łodzi. Gazety kosztowały mnie 15 euro. Łącznie w ciągu jednego dnia wydałam 79 euro nawet nie wiedząc kiedy i na co….

przez kilka pierwszych tygodni, czasami miesięcy, dziewczyny żyją z tych nieszczęsnych “pocket money”

Przyjeżdżając po raz pierwszy do Paryża w 1998 roku, miałam walizkę z ubraniami i 150 dolarów w kieszeni. Tutejsze agencja, zagwarantowała mi kieszonkowe wysokości 500 Franków tygodniowo (około 80 euro). Kwota ta miała wejść w poczet moich niekończących się długów. Tak na prawdę, wszyscy myślą, że modelki zarabiają ogromne pieniądze. Że wyjeżdżając do pracy wracają do domu z workami euro lub dolarów! I to już po pierwszym shootingu lub pokazie. Niestety realia są zupełnie inne. Młoda dziewczyna jadąc za granice zaczyna swoją karierę od zrobienia niejednokrotnie wielkiego debetu w agencji. Bilet samolotowy, mieszkanie w centrum miasta, kieszonkowe, testy (sesje zdjęciowe do książki), za wszystko płaci agencja, ale te pieniądze trzeba będzie jej zwrócić co do grosza. Więc tak naprawdę to pierwsze wyjazdy są bardzo skromne, bo dług rośnie szybko, a pracy niestety nie dostaje się tak łatwo. Niektóre rynki są trudniejsze gdyż mniej płaca, lub podatki i składki socjalne są ogromne. Tego typu przykładem może być Paryż. Modelka po odliczeniu prowizji  agencji i wszelkiego rodzaju innych składek otrzymuje na rękę około 30 do 35 procent wynegocjowanej przez bookera stawki! A tu jeszcze ten okropny dług do spłacenia. Tak więc przez kilka pierwszych tygodni, czasami miesięcy, dziewczyny żyją z tych nieszczęsnych “pocket money”. Ja również przez pierwsze przyjazdy byłam “na garnuszku” agencji. Dostawałem te moje 500 Franków i musiałam się nimi rządzić. Pamiętam, że tygodniowa karta na metro kosztowała około 120 Franków. Zostawało więc około 380 (60 euro) na życie na cały tydzień. I uwierzcie mi, że nawet wtedy to nie było dużo! A przecież każda młoda dziewczyna chce się również ubrać, kupić sobie
coś modnego, jakiś super ciuch z Paryża itp. Tak więc niejednokrotnie i ja i moje koleżanki, jadłyśmy bagietkę z masłem lub makaron z serem przez cały czas, aby moc sobie kupić te wymarzone spodnie w Zarze. A później wszyscy się dziwią czemu dziewczyny na wyjazdach tak łatwo tyją ;)

Pamiętam moje pierwsze kieszonkowe i pierwsze zakupy, mleko, płatki śniadaniowe, chleb tostowy i dżem. Jako szesnastolatka słabo się znałam na gotowaniu, więc moje obiady sprowadzały się często do puszki ravioli w sosie pomidorowym :) Za resztę pieniędzy które mi zostały z pierwszego kieszonkowego kupiłam sobie jeansy i granatowa torbę w Naf Naf. Nie przewidziałam jednak, że moje jedzenie skończy się w połowie tygodnia. Tak więc po trzech dniach pobytu w Paryżu miałam się w co ubrać ale nie miałam co jeść ;) Dobrze, że była ze mną Marzena, która mnie dokarmiała przez kolejne cztery ;)

Moje drugie kieszonkowe

Moje drugie kieszonkowe… w poniedziałek w agencji można było spotkać prawie wszystkie modelki, gdyż był to dzień “pocket money”. Jeśli się nie stawiłaś w księgowości przed 12 w południe to przepadała ci tygodniówka. Można się było czasami dogadać aby jakaś kumpelka wzięła pieniądze dla Ciebie, no bo przecież mogłaś być na castingu, lub zwyczajnie w pracy. Wychodząc z agencji, włożyłam pieniądze do tylnej kieszeni spodni i wsiadam do różowej linii metra numer 8. Po dwóch przystankach już nie miałam pieniędzy…. Padłam ofiara kieszonkowca (to był pierwszy i ostatni raz!) Zostałam bez kasy i bez jedzenia. Musiałam ruszyć dolary od rodziców, chociaż preferowałam wrócić z nimi do Polski. Cóż, nie miałam wyjścia.

Dwa lata później zamieszkałym w Paryżu na stałe, moja kariera się ruszyła. Co prawda nigdy nie stałam się znana twarzą jak niektóre z moich bliższych i dalszych koleżanek, ale dawałam sobie radę. Powoli zaczęłam zarabiać pieniądze i stać mnie było na wynajęcie swojego własnego mieszkania. Było to 18 metrowa kawalerka, którą moi rodzice nazywali studnią, gdyż okna wychodziły na wewnętrzne podwórko a nie na ulice. Utrzymanie mieszkania było dla mnie sprawą dość skomplikowaną bo po prostu nie umiałam zarządzać pieniędzmi. Gdy opłaciłam już czynsz, prąd i wode, myślałam że z reszta pieniędzy mogę robić co zechce. Nie przewidziałam ze zarobki modelki są całkowicie nieregularnie i że muszę mieć oszczędności na zapas! Tak więc po kilku miesiącach nie dostałam pensji a musiałam opłacić kawalerkę i prąd i rezultatem tego była kompletnie pusta lodówka. Przyznam się Wam, że byłam na przymusowym odchudzaniu przez kilka dni ;) Kolejny raz już mi się nie przytrafił… Z czasem nauczyłam się dobrego zarządzanie pieniędzmi, a rozsądek brał przewagę nad rozrzutnością…

Dziś mam stała prace i regularne dochody. Mój mąż i ja dajemy sobie radę finansowo i nie musimy liczyć każdego centima. Ale życie nauczyło mnie pokory i szacunku do pieniędzy. Pokazało, że aby coś osiągnąć to trzeba na to zapracować i zasłużyć. Nauczyło mnie być oszczędną i zaradną. Dziś moje dochody są dużo wyższe niż wtedy i pomimo mojej czasami nadmiernej rozrzutności jestem prawie pewna, że potrafiłabym nadal utrzymać się za 80 euro tygodniowo, co uwierzcie mi, jest tutaj nie lada osiągnięciem ;)


Powyższy tekst “jak żyją młode modelki” jest jest przedrukiem wpisu z cyklu „Modeling od kuchni” z bloga Pauliny z dnia 21 marca 2013
| zdjęcie czołówkowe: archiwum prywatne autorki artykułu / na zdjęciach: Paulina Wnuk-Crépy


Autor tekstu: Paulina Wnuk-Crépy

Pisarka, autorka książki „Mój Paryż, moja miłość„ oraz autorka poczytnego bloga MamawParyżu z (którego kilka artykułów dotyczących modelingu znajdziecie w Promodels Magazine). Młoda, szalona kobieta, mieszkająca już od kilkunastu lat w Paryżu. Była modelka. Żona i matka dwóch córek. Paulina nie uważa, że życie się kończy po trzydziestce!


Ta strona używa cisteczek (cookies). Korzystając z tej strony akceptujesz jednocześnie używanie przez stronę cookies.
Ostrzeżenie o nagości! Na pod stronach Promodels Magazine mogą znaleźć się materiały zawierające nagość. Jeśli nie akceptujesz tego faktu sugerujemy nie korzystać z naszej strony WWW. .

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Zamknij